środa, 18 października 2017

Przemysław Piotrowicz "Droga do piekła"



 Na wstępie przepraszam za małe błędy w tekście, ale jestem po długim dniu, dopiero co skończyłam książkę i chcę się podzielić moją wychwalającą opinią o niej. ;) 
Teoretycznie nikt nie lubi schematów w książkach. Ale to tylko teoria. Bo choć większość wyświechtanych motywów, bohaterów i sytuacji wywołuje na mojej twarzy grymas, to jest parę, które bardzo lubię. Szczególnie niektóre schematy w kryminałach. Tylko muszą być one odpowiednio użyte. I to zdecydowanie udało się Przemysławowi Piotrowskiemu, który w „Drodze do piekła”, prócz mocnej, kryminalnej historii umieszcza pewną refleksję na temat cywilizacji i jej prawdziwości. 

John Pilar to dawny amerykański żołnierz, któremu ginie cała najbliższa rodzina – żona i dwójka dzieci. Co więcej, on sam zostaje oskarżony o ich zabójstwo i skazany na karę śmierci. Godzi się ze swoim losem i pragnie spotkać się z rodziną po śmierci w niebie. Zamiast tego budzi się w miejscu przepełnionym zapachem siarki, jękami, krzykami cierpienia i strasznymi kreaturami w piekle.

Lukas, brat Johna ma zająć się jego pogrzebem. Ku jego zdziwieniu Pilar zostaje skremowany, choć rozmawiając z bratem prosił o uroczysty pogrzeb w mundurze, z polską flagą i pochowanie w trumnie. Rozpoczynając swoje małe śledztwo w tej sprawie Lukas nie wie, w jak dziwną i skomplikowaną sprawą będzie musiał się zmierzyć. W jej rozwiązaniu pomoże mu Rose Parker, dziennikarka, poszukująca sensacji, która odmieni jej karierę.

Bohaterowie naprawdę trącają schematem Lukas – były policjant, teraz detektyw i alkoholik. Rose – młoda, ambitna dziennikarka. Znane? Oczywiście! Nie zmienia to faktu, że polubiłam tych ludzi, interesowały mnie te wydarzenia i pochłaniałam ten klimat – rodem z amerykańskich filmów detektywistycznych.

Nie myślcie jednak, że to taka zwykła książka, o nie! Bo prócz tego wątku mamy wątek wydarzeń z piekła, które opisane są wręcz realistyczne. Jest to zdecydowanie książka dla ludzi o mocnych nerwach, których nie odstraszą opisy niektórych okropieństw (co najbardziej zapamiętałam – rozcięcie skóry, włożenie pod nią palca i wyrwanie całego jej kawałka na żywca. Aż przechodzą mnie dreszcze jak o tym pomyślę!).  Tak jak w poprzedniej książce tego autora mamy mocny, brutalny, męski styl pisania. Prócz tego pojawia się jeszcze tajemniczą organizację, ale więcej nie piszę, by nie zdradzić za dużo! Przyznam jednak, że przy czytaniu domyślałam się pewnej kwestii. ;)

Pomimo tego, że jest tu typowy kryminał/sensacja nie mamy często spotykanego szczęścia – bohaterowie w patowej sytuacji i nagle idealne wyjście! Nie, to jest książka w której takie nierealne sytuacje występuję. Za to mamy dużo  na początku nieistotnych kawałków, które później okazuję się, że pełnią bardzo ważną rolę. I dzięki temu sprawy bez wyjścia rozwiązują się, nie dzięki sztucznemu szczęściu. Często te rozwiązania szokowały mnie, co uważam za wielką zaletę!

Co do końcówki niektóre sytuacje stamtąd wydawały mi się bardzo przerażające, wręcz wbijające się w mózg i pozostające tak na zawsze. Nadal w niektórych sytuacjach są przerażające opisy, ukazanie niezwykłego bestialstwa. I wskazanie na słabości naszej cywilizacji. Przecież kto wie, co działoby się gdyby nie prawa, które nas ograniczają. Mordowalibyśmy się, gwałcili, torturowali? W człowieku drzemie bestia, a Przemysła Piotrowski wydobywa ją i wskazuje, że w XXI wieku ona nadal istnieje. Zdecydowanie książka zmusza mnie do przemyślenia paru spraw.

Podsumowując, „Droga do piekła” to niezwykła, bardzo brutalna książka, z niesamowitym klimatem oraz pewną kwestią, którą warto przemyśleć. Zdecydowanie polecam ją, bo to nie jest lektura, którą się zaraz zapomni, lecz zostaje z człowiekiem, zmusza do rozmyślania czy sami na ziemi nie tworzymy sobie po cichu drogi do piekła.
Moja ocena -  8/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorowi!
Do następnego posta!
Snowflake

środa, 11 października 2017

Przemysław Piotrowski "Radykalni. Terror"



Temat imigrantów jest obecnie bardzo aktualny. Przez niego ludzie są podzieleni, przyjmować czy nie przyjmować, jeśli tak to na jakich warunkach? To są obecne problemy, a jak będzie z tym w przyszłości? „Radykalni. Terror” autorstwa Przemysława Piotrowskiego pokazują właśnie taką wizję bardzo bliskiej przyszłości, która jest możliwa, jeśli obecna polityka się nie zmieni. Wizję zbliżającej się wojny.
Kuba Polak jest typowym studentem – na razie jego życie to imprezy na wymianie w Hiszpanii wraz z kumplem Marcinem, dziewczyną przyjaciela Moniką oraz jego ukochaną, Nawal o egzotycznym pochodzeniu. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, szczególnie, że piękna arabka zachodzi w ciążę i niedługo Kuba zacznie tworzyć rodzinę. Szczęście to przerywa jednak ojciec Nawal, radykalny muzułmanin, który zmienia dalsze życie bohaterów w piekło. Morduję kobietę oraz gwałci i porywa Monikę. Od teraz głównych celem Kuby będzie pomszczenie ukochanej oraz pomoc Michałowi w odbiciu dziewczyny. Pomoże im w tym Krzysiek, brat Moniki, żołnierz Legii Cudzoziemskiej, który z doświadczenia zna już bestialskie zachowania radykalnych muzułmanów.

Jak widać od początku książka serwuje nam bardzo brutalne wydarzenia opisane w naprawdę mocny sposób. Cała książka napisana jest męskim językiem, twardym, pełnym przekleństw, nadającym również charakteru powieści. Odpowiada to wydarzeniom z książki, szczególnie tym z perspektywy porwanej i gwałconej Moniki. 

Perspektyw mamy tu kilka. Przeważa pierwszoosobowa z perspektywy Kuby, często pojawia się dziennik Moniki. Są też fragmenty oczami innych bohaterów w trzecioosobówce. Wszystko to nie przeszkadza, wręcz urozmaica lekturę. Mam jednak problem z perspektywą niewiernego, już 10 lat później. Dla mnie bardzo mąciła i zamiast ciekawić nudziła oraz wytrącała w akcji.

Mam wrażenie też, że akcja w środku książki trochę zwalnia. Tak samo końcówka, przesycona akcją poszła według, mnie zbyt prosto. Wielu końcowych wydarzeń można było się domyślić, reszta poszła po myśli bohaterów, więc nie wzbudzało to aż tylu emocji.

Trzeba przyznać, że książka ta na pewno nie jest poprawna politycznie. Wielu bohaterów tam po prostu nie toleruje muzułmanów. Ci bohaterowie jednak przeszli swój i ich zdanie można zrozumieć. Autor piętnuje całego wyznania, pojawiają się i dobrzy muzułmanie oraz parę razu pojawiają się powody przez które rodzą się konflikty między rdzennymi mieszkańcami starego kontynentu a przybyszami, m. in. bieda w muzułmańskich dzielnicach. Poza tym pojawia się szansa lepszego zrozumienia nieznanego nam wyznania, więc na całą sprawę mamy wiele różnych spojrzeń.

Przyszłość przedstawiona w powieści jest naprawdę bliska, bo to zaledwie sześć lat, jednak wiele rzeczy przez ten czas się pozmieniało. Szczególnie widać to w krajach zachodnich, gdzie muzułmanie tak właściwie przejmują władzę. Jest też nowy wynalazek Rosji. Chciałabym jednak, by świat ten był bardziej rozszerzony, np. bardzo mało wiadomo o Polsce, lecz wszystko do nadrobienia w kolejnym tomie.

Z bohaterami da się zżyć, współczuć im i życzyć powodzenia, szczególnie z Moniką, która jest chyba moją ulubioną postacią. Wszyscy przez makabryczne wydarzenia zmieniają się, twardnieją w obliczu zbliżającej się wojny. Ten rozwój nadaje im wielkiego realizmu i ciekawi mnie ich dalszy rozwój.

Podsumowując, „Radykalni. Terror” to dobra powieść , która może nie pokazuje rozwiązać sytuacji, bo nie po to jest, lecz pomaga przejrzeć na oczy i zastanowić się w jaką stronę idzie polityka Europejska. Pomimo paru wad nie jest przesadzona i jest porządną lekturą, która patrzy na temat muzułmanów z wielu stron. Serdecznie polecam i chętnie zapoznam się z drugą częścią, gdy już powstanie.
Moja ocena – 6/10
Z możliwość przeczytania dziękuję autorowi.

niedziela, 8 października 2017

Antypodsumowanie i antyulubieńcy września

Witam, witam!

Jakże dawno mnie tu nie było! Już parę razy tłumaczyłam czemu i nie mam ochoty na ponowne powtarzanie czemu. W wielkim skrócie: nauka. I pisałam, że recenzja w poprzednią środę, co niestety się nie udało. Podsumowując, ostatnio nic nie idzie po mojej myśli, ale się nie poddaję! Dlatego nie chciałam pominąć podsumowania, które zawsze udaje mi się pisać regularnie. Jednak co podsumowywać? Więc dziś specjalne, antypodsumowanie!
Przeczytane:
  • "Zabójca" Maria Nurowska
Razem przeczytałam 270 stron, czyli 9 stron dziennie (szaleństwo!).
Jak widać biję nowe rekordy, tym razem nie aż tak chlubne.
Najlepsza książka: - 
Najgorsza książka: "Zabójca"
Nie zamierzam pisać recenzji tej książki, bo czytałam ją na Dyskusyjny Klub Książki i jest na tyle słaba, że po prosu nie mam ochoty, dlatego tutaj trochę napiszę. Nie przepadam za literaturą kobiecą właśnie prze takie twory. W których nic nie jest logiczne, bohaterowie są płascy a wydarzenia niewiarygodne. Nie czułam żadnych pozytywnych uczuć przy czytaniu tej książki. Jedyne zalety to szybkość czytania i małe fragmenty, które pośród całego absurdu tej książki są niczym.

Poza tym z tym miesiącu znielubiłam:
  • Matury. Paru dni w roku, na które nastawiają nas latami i dręczą nas tym od dawna. Cały ten rok szkolny u mnie będzie nastawiony na napisanie dobrze tego egzaminu i mnie już po miesiącu to dręczy. 
  • Wybór studiów. Mam wybrać teraz to, co będę robiła przez całe życie? Przy już na początku liceum zwężonym zakresie przedmiotów nastawionych na humana. Wtedy nie wiedziałam, co chcę robić, teraz zresztą też do końca nie wiem. A wybór klasy na początku liceum skończył się u mnie tylko tym, że muszę sama przygotowywać się do rozszerzenia matmy, mając jednocześnie obowiązki związane z przedmiotami, których nie zdaję.
  • Picmonkey, czyli stronę na której zazwyczaj poprawiałam zdjęcia, ale teraz jest kompletnie płatna. Zna ktoś może jakąś ciekawą stronę do przerabiania zdjęć?
Ok, trochę jadu wylane, od razu mi lepiej. I w sumie coraz lepiej ogarniam nawał obowiązków i powoli dają radę. 
To do następnego postu (najpewniej naprawdę w środę) 
Snowflake
Ps: Jest nowy Instagram, na którego wstawiam regularnie zdjęcia i serdecznie zapraszam! (klik)

sobota, 23 września 2017

Kiedy powieści zamieniam na podręczniki...



Hej!
Łatwo jest zauważyć, że dawno mnie to nie było, od ostatniego posta minęło aż 10 dni. Już na Facebooku wspominałam czym jest to spowodowane. Postanowiłam jednak, że chcę to dłużej opisać tutaj.


Nadszedł dla mnie bardzo trudny rok szkolny. Ten, w którym nauczyciele z wyrazem zacięcia na twarzy mówią na nas „maturzyści”. Tak, w końcu po wielu latach i mnie dopadła klątwa matury! Jestem przerażona? Chwilami, bardziej trochę podekscytowana i trochę… przepracowana? Może nie aż tak, ale na pewno już zmęczona. Bo wraz ze zbliżającym się egzaminem dojrzałości my i (tym bardziej!) nauczyciele widzimy braki i zaległości. I rozpoczynamy ciągłe podkręcanie tempa.

Takim cudem za tydzień omawiamy „Przedwiośnie”, które będzie naszą trzecią lekturą w tym roku szkolnym. Oczwiście poprzednich nie przeczytałam, bo kiedy? Do tego za nami już sprawdzian z historii, a przed nami matematyka, język niemiecki i angielski… Dużo tego i wszystko w zastraszającym według mnie tempie. Ale żeby nie było, że jest aż tak źle. Po prostu moje podejście też nie jest za dobre. Trochę brak mi motywacji do nauki. Odkładam ją na później. I tak nie wyrabiam się ani ze systematyczną nauką, ani systematycznością na blogu. Czas wziąć się za siebie!

Bardzo podziwiam osoby, które ogarniają szkołę/ studia/ pracę i prowadzenie bloga. Mi to jak widać nie wychodzi, ale wszystko przede mną! Myślę, że już powoli wdrażam się w rytm regularności i coraz lepiej ogarniam nawał obowiązków. Pożyjemy, zobaczymy czy to prawda. 

To może coś o mojej maturze? Będąc w klasie z rozszerzonym polskim, historią i wosem zdaję… polski,  angielski i matmę. Klasa ta upewniła mnie w słuszności moich wyborów, wiem, że historia, to nie to co lubię. Trochę boję się matematyki, bo muszę mocno wziąć się w garść i ogarnąć trzy lata rozszerzenia w parę miesięcy. Na szczęście mam bardzo dobre wsparcie. 

Pozostaje mi tylko prośba, o życzenie powodzenia! Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli to już w środę pojawi się normalna recenzja, o ile skończę czytać książkę przez weekend ( a myślę, że skończę!). Mam nadzieję, że spodobają się wam takie posty o wszystkim i o niczym, bo czasem mogą się tu takie pojawiać. Nie chcę do końca ograniczać tematyki bloga na jedynie książkową, w kończy nie tylko czytaniem człowiek żyje.

O, i zapraszam na nowego Instagrama, ładne zdjęcia tam dodaję! Tylko mało obserwuje, pomożecie? ;) Zapraszam!

środa, 13 września 2017

Agatha Christie "Parker Pyne na tropie"



„Parker Pyne na tropie” był moim pierwszym spotkaniem z królową kryminału. Przyznam, że po Agacie Christie spodziewałam się bardzo dużo. Czy jej pierwsza przeczytana przeze mnie książka mnie zawiodła? Nie powiedziałabym tego, choć uważam, że nie była to najlepsza pozycja na rozpoczęcie przygody z jej twórczością.
 

„Parker Pyne na tropie” to zbiór opowiadań o niezwykłym człowieku, który pomaga ludziom nieszczęśliwym. Nie jest to zwykły psycholog, o nie. Zajmuje się on beznadziejnymi przypadkami. Ludźmi, którzy potrzebują naprawdę niezwykłej pomocy. Żona chce Cię porzucić, twoje życie Cię nudzi, czy ukradłeś cenną rzecz i chcesz zwrócić ją na miejsce bez wiedzy prawdziwego właściciela? Nieważne, Parker Pyne z tym wszystkim sobie poradzi.

Przyznam, że po pierwszym opowiadaniu byłam zawiedziona. Wydawało mi się takie zwykłe, proste, bez polotu. Jednak z opowiadania na opowiadanie przygody były coraz bardziej niezwykłe, skomplikowane, zaskakujące. Coraz bardziej mnie wciągały. Przy ostatnich zrozumiałam, czemu Christie jest tak ceniona, bo niektóre sytuacje były naprawdę niespodziewane, a jednocześnie niezwykle proste.

Coś, co również ujęło mnie w twórczości Christie to klimat. Świat, w którym brak telefonów komórkowych, komputerów. Pełen dżentelmenów i dam, w pięknych garniturach i sukniach. Podróży starymi pociągami. Ta dawna atmosfera niesamowicie mi się podobała i zachęciła do kolejnych książek tej autorki.

Co do bohaterów, Parker Pyne wyróżnia się niezwykłym intelektem, dzięki któremu na raz nie dwa byłam zaskoczona. Reszta bohaterów była jednak bardzo przeciętna, większości nie pamiętam. Zapadło mi w pamięć jeszcze może parę osób. Wydaje mi się, że autorka, przynajmniej w tej książce koncentruje się na fabule przez co ten punkt cierpi.

Język, jakim posługuje się Christie jest prosty, bez żadnych niepotrzebnych udziwnień, dzięki czemu książkę czyta się bardzo szybko. Jedyną wadą z jaką się natknęłam, jest to, że bardzo szybko zapomniałam treść tej książki. Nie była dla mnie ważna i nie zaskoczyła mnie na tyle, bym ją zapamiętała.

Podsumowując, pierwsze spotkanie z ta autorką nie było tak wspaniałe, jak bym chciała. Mimo to, jestem bardzo zachęcona do dzieł tej autorki i już mam w planach kolejne. A czy wy czytaliście książki Agathy Christie?
Moja ocena – 6/10

sobota, 9 września 2017

Plany czytelnicze na jesień i podsumowanie planów wakacyjnych!



Hej!
Kto pamięta wielkie stosy, które planowałam przeczytać w wakacje? Ja na pewno, bo przez całe lato śniły mi się po nocach! Nie wiem, jak ja chciałam to wszystko przeczytać, bo tyle to pochłaniam w pół roku, a nie dwa miesiące. No cóż, okazało się, że co za dużo to nie zdrowo. Nie samym czytaniem człowiek żyje, bo może gdybym od rana do nocy czytała to by się udało.

Udało mi się przeczytać 13 z 33 książek. Nie jest to najgorszy wynik, szczególnie, że prócz tego sięgnęłam też po parę książek z biblioteki czy do recenzji. Policzyłam, że razem te 13 książek to około 6725 stron, czyli mój normalny, dwumiesięczny wynik.

Niestety nie udało mi się przeczytać tego, co dokładnie chciałam, bo po prostu się nie wyrobiłam. Priorytetem było dla mnie „Okaleczone oko”. To się udało, jednak kolejna część, „Krwawe zwierciadło” czy trylogia Tolkiena nawet nie zostały zaczęte, a bardzo mi zależało na zapoznaniu się z nimi.

Zdjęcie choć trochę uzupełnionej listy pojawi się na fb, żebyście mieli po co tam zajrzeć. xD Zapraszam!
 
Ta częściowa porażka nie zmienia faktu tego, że spodobała mi się idea takich list. Przynajmniej na tyle, by spróbować jeszcze raz. Tym razem książek jest mniej, bo mam mniej czasu. No i tym razem nie rzuciłam na swoje barki  30 książek, tylko 6. Są to:


  • „Koralina”, którą osobiście sprezentowałam sobie na imieniny. Jest to najkrótsza książka i jestem jej bardzo ciekawa. Bardzo lubię bajkę o tym samym tytule i oczekuje właśnie tego klimatu. I ta oprawa jest taka cudowna!
  • „Tajemna historia” była również na liście wakacyjnej. Po pierwsze jest to książka pożyczona, a te mają u mnie pierwszeństwo. Poza tym słyszałam mnóstwo pochlebnych opinii i mam nadzieję, że mnie też urzeknie.
  • „Krwawe zwierciadło” jest chyba jasne. Kontynuuję swoją przygodę z serią Powiernika Światła. Po zakończeniu ostatniej części jestem ciekawa tego, co tu się wydarzy!
  • „Zaginięcie” jest tu dlatego, że chciałam wrócić do Mroza, a druga część serii z Chyłką stoi u mnie już długo nieprzeczytana. Lubię bohaterów i mam nadzieję, że spodoba mi się tak, jak pierwsza część.
  • „Kot wśród gołębi” to już drugie dzieło Christie, po które chcę sięgnąć. Pierwsze przeczytałam niedawno i naprawdę mi się spodobało. Recenzja już niebawem!
  • I szósta książka, którą wybieracie wy! Czemu? Mam ochotę na biografię tyle, że kompletnie się na nich nie znam. Dlatego proszę was o pomoc w znalezieniu interesującej, wciągającej biografii fascynującej postaci. Proszę tylko, żeby nie była to cegiełka. Wolałabym też niczego zbyt związanego z wojną. Jeśli znacie coś podobnego piszcie w komentarzach swoje propozycje, a ja wybiorę tę, która najbardziej mnie zainteresuje.

Mam nadzieję, że taka krótsza lista lepiej mi się sprawdzi. Czytaliście którąś z tych książek? A może to ja wam coś ciekawego podpowiedziałam.
Do następnego postu!
Snowflake